(…) komunizm musi być osądzony przez Trybunał taki jak Norymberga. Polska i Europa mają prawo do poznania prawdy o swojej przeszłości. Komunistyczni złoczyńcy i kaci muszą być nazwani po nazwisku, a czyny ich muszą być osądzone jak przestępstwa zbrodniarzy hitlerowskich, jako zbrodnie przeciwko ludzkości”.
- proszę kliknij poniżej, żeby wysłuchać -
Rysunki Andrzeja Czeczota olśniewały Polaków świeżością humoru operującego skrótem odkrywającym oczywistość obnażoną już dostatecznie dla każdego za czasów późnego Gierka i Służby Bezpieczeństwa w PRL-u wyrywającym się na na Zachód wszelkimi sposobami, bo czy to z jednej strony – w ramach wyjazdów zbiorowych Milicyjnych Grup Zbójeckich “Zelazo”, czy też kanałem wtajemniczonych, coraz bardziej odważnie naciskającym na Zbigniewa Brzezińskiego, który w tamtym czasie żył w Ameryce i miał za zadanie doradzać w sprawach bezpieczeństwa Prezydentowi Stanów Zjednoczonych, żeby ten zaczął wreszcie wychodzić otwarcie z tzw. teorią konwergencji przypisaną później do jego nazwiska i do Komisji Trójstronnej, zanim Bilderbergi zapanowały niepodzielnie nad ogłupiałym do reszty pod Obamą światem Narodów Zjednoczonych nie mającym już nawet ochoty na żarty o żydowskich korzeniach jednego, czy drugiego w Polsce albo i po prostu czasu, żeby się pośmiać, tymczasem choćby dzisiaj najnowszej konstrukcji pasażerski samolot rosyjski, który miał konkurować w tej konwergencji z Zachodem, wystartował do lotu pokazowego nad Dżakartą i zniknął natychmiast z radarów razem z pasażerami i z czarną skrzynką tak samo jak rakieta w Korei Północnej wystartowała niedawno i zniknęła z radarów natychmiast, a nikt nie zdążył już nawet dziś za Andrzeja pomyśleć, żeby te dwa tajemnicze zniknięcia z oczu konkurencji połączyć ze sobą w jednym skrócie myślowym błyskawicznym i mocnym jak barak, co po hebrajsku znaczy tyle samo, co grzmot z jasnego nieba, jakie to grzmoty rozrzuca rozsierdzony Jowisz, Pan tego świata, Jupiter, Najwyższy, chociaż wiszący o teju porze roku pod Wenus, bo Andrzeja już nie ma, zmarł w wieku 79 lat a ponieważ mali duchem ludzie na portalach sądzą, że mądrym ludziom po śmierci nie należy już mówić prawdy w oczy, to w żałobnej laurce na onecie nie wspomniano choćby jednym słowem o tym, iż Czeczot zrobił dla tej konwergencji nie mniej, niż Brzeziński a może i więcej osobiście, albowiem tak się po chrześcijańsku upokorzył, że wrócił na stare lata z emigracji politycznej do Polski, a nie jak choćby dajmy na to taki Mrożek, który tropem swoich postaci teatralnych udał się na katafalk w ciepłych krajach, natomiast Czeczot nic podobnego, wręcz odwrotnie, jak Prawdziwy Artysta i Polak po sukcesach w Ameryce, publikacjach jego rysunków na pierwszych stronach najbardziej poczytnych czasopism Nowego Jorku zjechał na Piotrkowską do miasta Łodzi i nie bał się zaprzeczyć samemu Urbanowi w oczy i odpowiedzieć słowem: TAK, kiedy Urban go zapytał, czy zechce publikować w jego tygodniku: NIE.
Wyjaśnia się dla jasności, że niżej podpisanego z tygodnikiem NIE łączy jedno tylko wydanie tego pisma Jerzego Urbana ze stycznia 2005 r., w którym odnotowane zostało opublikowane wcześniej gdzie indziej zdanie: “Komunizm musi być osądzony przez Międzynarodowy Trybunał taki sam jak Norymberga. Polska i Europa mają prawo do poznania prawdy o swojej przeszłości. Komunistyczni złoczyńcy i kaci muszą być nazwani po nazwisku, a czyny ich muszą być osądzone jak przestępstwa zbrodniarzy hitlerowskich, jako zbrodnie przeciwko ludzkości”, podpisano: Stefan Kosiewski.

Z rysunkami Andrzeja Czeczota połączyły moje teksty publicystyczne łamy tygodnika “Solidarność Jastrzębie”, pisma Zarządu Regionu Sląsko-Dąbrowskiego w Katowicach, w którym miałem to szczęście współpracować m.in. ze Zosią, pogrążoną dzisiaj w żałobie, niezwykle dobrą dla męża a mądrą dla innych Małżonką Artysty, gdyż przypominając chociażby, iż Andrzej był autorem scenografii Festiwalu Piosenki Prawdziwej w Sopocie 1981 r. , fabularnego filmu rysunkowego wyświetlanego w Polsce w kinach, itd. wskazuje się tylko na wielość pól jego aktywności artystycznej, o której niechaj wypowiadają się ludzie bardziej kompetentni, godni tego, znający się na rzeczy, tzn.: polityce i humorze w sztuce rysunku.
Andrzej Czeczot pomógł mi raz w życiu, kiedy Jaruzelski wprowadził stan wojenny i Andrzej został internowany po wyłamaniu przez oddział ZOMO drzwi w ich mieszkaniu; na drugi, lub trzeci dzień po tym głośnym w klatce schodowej zdarzeniu towarzyszyłem Zosi w wyprawie do biskupa, żeby kanałem kościelnym przekazać skarpetki dla internowanego, który podzielił się chyba później drugą parą z drem Leonardem Neugerem zabranym z domu bez skarpetek; dzisiaj Profesor od Polskiego na Uniwersytecie w Sztokholmie, wtedy nauczyciel na uniwersytecie, który zaszczycił młodego poetę przyjaźnią, zanim mnie z tego Uniwersytetu Sląskiego nie wyrzucono w 1977 r. “za postawę niegodną studenta PRL”, czyli w ramach jednej operacji Służby Bezpieczeństwa, która zaczęła się po moim powrocie z Krakowa do Sosnowca, z czarnego marszu po zamordowaniu przez ubowców Staszka Pyjasa.
Wspominam zaś o tych okolicznościach, aby oddać stan zagubienia, w którym udałem się z Czeladzi w podróż autobusem miejskim do Katowic przed Wigilią, żeby zapytać Andrzeja wypuszczonego akurat na wolność, co to jest to internowanie i co teraz będzie z nami wszystkimi i z naszą Solidarnością?
Ujrzałem Czeczota siedzącego za dużym stołem w ich mieszkaniu i mówiącego coś po angielsku; nie rozumiałem, co on mówi, albowiem zapisałem się wcześniej, na pierwszym roku studiów na niemiecki, żeby nie uczyć się angielskiego w grupie dla zaawansowanych, a ponieważ nie było niemieckiego na polonistyce, więc nie chodziłem przez dwa lata na zajęcia niemieckiego z anglistami. W takich to trudnych warunkach miała miejsce za komuny edukacja antykomunisty. Andrzej siedział za stołem, trzymał w ręku kajet i uczył języka angielskiego swojego synka, który leżał w tym czasie na kanapie, lub bawił się na podłodze. Andrzej powiedział wtedy do mnie: - Ucz się, jedziemy do Ameryki.
Po kilkunastu latach zdarzyło się, iż byłem przejazdem przez kilka dni w Łodzi, zadzwoniłem z hotelu jak dzisiaj rano pod znany mi numer; wrócili właśnie z Międzyzdrojów, ja zaś byłem nadal na emigracji politycznej a pędziłem akurat na jakieś spotkanie z premierem Buzkiem, czy z prezydentem Kwaśniewskim. Mieliśmy dla siebie wspaniały, letni wieczór, a ja miałem przyjemność wyznaczyć miejsce tego ostatniego z Andrzejem spotkania, które przeciągnęło się długo w noc na tarasie lokalu noszącego nazwę i liryczną i z humorem, gdyż taką samą jak dworzec kolejowy. Droga Zosiu, przyjmij proszę wyrazy współczucia.
Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
http://www.spreaker.com/user/sowa/andrzej_czeczot_tak_i_nie_fo31_sk_zr23
Escrito por sowa (») 8. 5. en categoría Servire Veritati, leído: 23×
Jarosław Kaczyński podjudzał haniebnie wczoraj świat do bojkotu Ukrainy, dziś fałszywie judzi: nie dajmy Tuskowi zepsuć EURO 2012. Czyżby obłęd manifestowany w mowie szefa wielkiej partii w Polsce miał jutro już nabrać znaczenia w oczach Prokuratury Wojskowej i Sądu, który musi orzec w sprawie zbrodni i kary za śmierć 96 ludzi pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r.?
seguir
http://sowa.quicksnake.org/communists/Andrzej-Czeczot-Tak-i-Nie-Fascynacja-obdem-f-31-Stefan-Kosiewski-Zniweczona-rzeczywisto-w-23-s-s